scottie blog

Twój nowy blog

Bardzo chciałabym, żebyśmy miały z Małą możliwość pójść razem na szkolenie. Bardzo chciałabym poznać pozytywne metody ze źródeł pozaksiążkowych. Obawiam się, że prędko to nie nastąpi. Pewnie sama będę musiała zrobić kurs, żeby było mi dane dobrze z nią pracować. A ja chciałabym tylko, żebyśmy były ze sobą tak szczęśliwe, jak tylko się da, albo bardziej.

Z małych sukcesów, psiaczek coraz lepiej łapie nowe zadania i nowe komendy. Wszystko, co robimy w czterech ścianach daje pozytywne i zadowalające efekty. I już mam czym szpanować przed znajomymi, haha ;). Umiemy już przybijać piątki, warować, teraz uczymy się kłaniać na święta, zgodnie z propozycją ‚Przyjaciela Psa’ :).
Poza tym, ostatnio razem zwiedzyłyśmy trochę świata, a właściwie urządziłyśmy sobie wycieczkę do stolicy. Mała zadziwiająco grzeczna w nowych dla siebie miejscach – tak w MPK, jak i w PKP, nawet w metro. Spędziła trochę czasu z Lili, a ja byłam szczęśliwa, że mamy o jednego psiego przyjaciela więcej. Żałuję tylko, że nie załapałyśmy się na zdjęcie pod Pałacem Kultury :).


W sobotę byłam gościnnie na hubertusie w Bogusławicach – tak sobie, zobaczyć, co w świecie słychać. Tradycyjnie nie mogłam zabrać psa, bo tradycyjnie moje auto nie nadaje się do wożenia ludzi (zdaniem mojej mamy), a mój pies nie nadaje się do jeżdżenia innymi autami. Może to i dobrze, że jej nie zabrałam, bo pewnie by jej się nie podobało. Mi też się nie podobało.

Podobał mi się za to Damian. A konkretniej jego pies. Od zawsze wiedziałam, że chłopak ze zwierzakami ma kontakt bezbłędny, przekładało się to choćby na jego pracę z końmi. Ale jak zaczął popisywać się sztuczkami, których nauczył swojego psa, serce mi zmiękło. Przesłodki obrazek był to, a jego niezwykle urokliwy, potężny beagle, wskazujący, w której ręce Damian ukrył smakołyk, po prostu mnie w sobie rozkochał.
Od razu zaczęłam zastanawiać się (pomijając fakt, że mało nie pękłam z zazdrości :P), czy przyjdzie kiedyś taki dzień, dla mnie i dla Małej, że nie dość, że pojedziemy gdzieś, gdzie nie tylko mnóstwo ludzi, ale też psów i koni, i będę mogła nie tylko spuścić ją ze smyczy bez obaw, że zagryzie wszystkich, których po drodze napotka, ale i będę gotowa sama popisać się tym, czego nauczyłam swojego psa. Szczerze wątpię, ale pozostaję dobrej myśli.
Wczoraj, w ramach złego psiego zachowania, Mała dostała nową zabawkę – co to czyści zęby i smakuje wanilią. Pies jest zachwycony, a i ja nie narzekam, bo lubię patrzeć na nią taką zaangażowaną :).

powroty.

Brak komentarzy

Wróciłyśmy z mamą do domu. Dziwne uczucie, jak zaczynamy z powrotem wspólnie uczestniczyć w życiu rodzinnym. Mama krzyczy, że pies tupie, babcia, że nie powinnam jej na każdy posiłek gotować świeżego makaronu, skoro sami jemy z dnia poprzedniego. Do tego ruch w tym moim mieście niesamowity, nie udało mi się dzisiaj zaparkować w okolicy Tesco, żeby kupić piesowi jedyną konserwę, którą lubi. Udało nam się za to, po raz pierwszy z resztą, odwiedzić salon pielęgnacji psów i to w Bełchatowie. Zabrałam psa, żeby pani obcięła jej pazurki – żeby przestała tupać, a przy okazji, żeby wyczyścić jej uszy. Pazurki ma starte i krótszych mieć nie może, a uczy ma czyste, Pani była w szoku, że nie czyszczę jej sama.

Pies, jak to pies, zachowywał się tragicznie, w aucie nie mógł usiedzieć w miejscu, dwa razy w drodze do Pani kosmetyczki zdjął kaganiec, a na ulicy zrobił 3 kilometry na dystansie 200 metrów. Tradycyjnie chciała zagryźć kilku ludzi.

Użytkownicy psiego forum, których poprosiłam o pomoc i radę dalej milczą, a pies dalej ujada…

ja i psy.

Brak komentarzy

Mam psa. Mam nawet dwa. W przerwach od posiadania psów studiuję i jeżdżę konno. A zwierzęta towarzyszyły mi od zawsze. W dziejach swojego życia przerobiłam małe zoo, na które składały się rybki, chomiczki, papużki, ale i patyczaki, myszki, kotki, koniki… i pieski.

Pierwszym takim pieskiem była Vini. Psiak był przesłodki, rasy mops, chociaż nigdy chyba nie wybaczyłam jej do końca tego, że wolała ode mnie moją mamę. Była z nami krótko, bo tylko dwa lata.

Po Vini, nasze domowe ognisko zasilił nowy jego członek – płowy hovavart imieniem Nemo. A właściwie Nobel, bo tak go nazwaliśmy. Rzecz ta miała miejsce w roku 1999, a nasza przygoda trwa do dzisiaj. Mam mnóstwo wspomnień związanych z Noblem, z naszymi wyjazdami na wystawy, wycieczkami po lasach, skakaniem przeszkód, kto potrafi wyżej… Dziś Nobel, to już zasłużony staruszek, który dalej dzielnie pilnuje obejścia, choć może już nie tak czujnie…

Nemo Chatka Zielarki

W między czasie, poza kotem syberyjskim leśnym, w naszym domu pojawił się, wymarzony przeze mnie, terier szkocki, a właściwie terierka, o imieniu Scottie (właściwie Inka). Nasza przyjaźń była krótka, bo dano nam tylko 7 lat, za to niezwykle intensywna. Już wtedy wiedziałam, że nigdy nie spotkam na swojej drodze drugiego takiego psa, jakim była ona. Miałam rację. Wspólnie spędziłyśmy wiele wspaniałych chwil, razem spełniałyśmy nasze pragnienia, pomagałyśmy sobie przetrwać gorsze chwile i pozostałyśmy nierozłączne aż do ostatniej chwili.

Scottie

Po śmierci Scottie, w 2007 roku, na długo w naszym domu zapanował dziwny spokój. Wciąż były z nami koty i Nobel, ale było inaczej. Aż do końca roku 2009 roku, kiedy zdecydowałam się nabyć jednego z największych, przy tak malutkim ciele, potworów, jakie nosił świat. La Chupacabra, bo tak dałam na imię nowej suni, to mieszaniec. Śmieję się, że mieszaniec wiewiórki z aligatorem. Wygląda… na pewno oryginalnie, kiedyś zostałam nawet zapytana: „A co to takiego?” przez moją młodszą kuzynkę, która tylko to była w stanie wydusić z siebie przy pierwszym kontakcie z Małą (bo taki dostała przydomek).

La Chupacabra

Nasza przygoda właściwie dopiero się zaczyna… A pełna jest przeciwieństw i niespodzianek, niekoniecznie przyjemnych. Sprowadziłam pod własny dach małego potwora, a teraz przychodzi mi walczyć z nim na różnych frontach i odmiennych pozycjach. Ciekawe, dokąd zaprowadzi nas taka droga, biorąc pod uwagę, że nieustająco uprzykrzamy sobie każdy krok, a i tak żyć bez siebie nie możemy, bo za bardzo się wzajemnie kochamy… :)

A teraz idziemy na spacer, miłego wieczoru :).


  • RSS